Wakacje się kończą.......... tyle planów, tyle nadziei, tyle.... może obaw? czy raczej przewidywań..........
Od czego by tu zacząć.....
Jutro o ile pogoda nam pozwoli mamy zamiar z kumplami uczcić ostatni dzień sierpnia porządnym grillem. To przedsięwzięcie wbrew pozorom wymaga szczegółowego zaplanowania i zadbania o pewne szczegóły..... jeśli jednak wszystko pójdzie tak jak chcemy...... to będzie na prawdę epicko ;]
Ale koniec wakacji to nie tylko "impreza pożegnalna". Swoją drogą fajnie się składa, bo w tym roku po raz pierwszy "przywitałem" wakacje koncertem na plaży, więc fajnie będzie je równie udanie skończyć.... ale.....
Jak napisałem kilka linijek wyżej, koniec wakacji również wiąże się z pewnym...... podsumowaniem. Jak już również napisałem przed wakacjami było wiele planów nadziei, obaw i przewidywań. Mogę.... i zapewne opowiem zaraz wiele, ale na samym początku trzeba zaznaczyć......
Wakacje były udane...... bardziej niż mogłem to sobie wyobrazić......
A więc.......
Podstawowym planem na wakacje.... no, może nie podstawowym, ale z pewnością najważniejszym było zrobienie praktyk. Udało mi się je zrobić w miejscu najmniej spodziewanym, jednak to tak naprawdę najpiękniejsza rzecz jaka mi się w trakcie wakacji przydarzyła. Poznałem niesamowitych ludzi, wziąłem udział w genialnych projektach, zobaczyłem wiele rzeczy, które z pewnością na długo zapamiętam. Mogę chyba przyznać, że właśnie ta praca w pewnym teatrze "ustawiła" moje nastawienie do wakacyjnych dni, sprawiła, że robiłem coś nowego i pozwoliła oderwać myśli od trudności.....
Patrząc na kolejny punkt w moich wakacyjnych ambicjach i planach mam wpis "klasyczne plany"..... W tej kwestii nie zrobiłem absolutnie nic.... I dobrze! Odpocząłem od wszystkich łacińskich i greckich tekstów i słów tylko po to, by z jeszcze większym zainteresowaniem wrócić do nich po przerwie.... Nie powiem, że brakuje mi wałkowania ablativu absolutu i aorystów, ale cieszę się, że do tego wrócę.
Następny punkt to plany twórcze, czyli praca nad powieścią....... To jest..... skomplikowana kwestia, ale może po kolei: przez wakacyjne tygodnie niemal od początku znajdowałem tony inspiracji..... wszędzie..... w muzyce, w filmach, w ludziach, których spotykałem...... Gdybym zebrał cały ten materiał i poskładał pomysły pewnie napisałbym niejedną powieść..... Tak się jednak nie stało...... coś mnie blokowało..... Nie potrafiłem jakoś "wejść" do innego świata oprócz tego, który sam stworzyłem zupełnie tak jakby historia, którą tam chciałem opisać domagała się dokończenia.... i jednocześnie nie. Jak wspomniałem, to skomplikowana kwestia..... a wszystko przez Oronara! To jego wina, dlatego, że za bardzo stał się mną, a ja nim. Więc...... jeśli moja historia jeszcze się nie skończyła..... jak może skończyć się jego historia? Oczywiście można by powiedzieć, że to tylko postać, którą mogę wykreować w dowolny sposób według mojego własnego upodobania i co więcej! Mogę pokierować jego losami w dokładnie taki sposób jaki chcę..... Mogę z niego zrobić króla, mogę z niego zrobić wielkiego wojownika, mogę z niego zrobić osobę, której by się obawiano, albo którą by uwielbiano....... mogę z niego zrobić szczęśliwego elfa....... jednak jeśli on to ja...... to czy rzeczywiście mogę to zrobić?
Ale ad rem...... Na liście mam plany naukowe, czyli powtórka z języków....
Łacina - nietknięta
Greka - jeszcze nietknięta, ale to kwestia dni
Japoński - napoczęty, ale...... to wciąż nie jego czas
Włoski - o! i tu mogę powiedzieć coś pozytywnego.... pod wpływem niejakiego Ezio Auditore i panów z Rhapsody prawdziwie pokochałem ten język. A co za tym idzie z przyjemnością powtarzam sobie to czego się nauczyłem i sam uczę się nowych rzeczy.... Chociaż z jedną rzeczą będę do przodu na III roku ;]
Teraz zrobi się poważnie, bo na liście mamy dwa najważniejsze punkty, czyli...... wziąć się za siebie..... i spędzić wakacje bez zmartwień
Pierwszy punkt mogę częściowo uznać za spełniony.... Częściowo, bo oczywiście jak idzie za dobrze to coś musi się stać....... Co rozumiem pod enigmatycznie brzmiącym hasłem "wziąć się za siebie"....... zrobić coś, żeby przede wszystkim nie zmarnować wolnego czasu i popracować nad sobą na przeróżnych płaszczyznach..... O ile pierwsza część planu została wykonana to z drugą już bywa różnie...... miała być praca nad duchem, umysłem i ciałem (jakkolwiek głupio to brzmi) i wszystko wyglądało dobrze...... ale po prostu czegoś zabrakło..... częściowo oczywiście, ale jednak..... Tak na prawdę tylko i zwłaszcza z tego punktu nie jestem do końca zadowolony, ale może po kolei:
Zacznę od trudniejszej części czyli ducha i umysłu...... miałem się poświęcić moim planom naukowym i twórczym, miałem pisać, miałem się uczyć, miałem pogłębiać wiedzę, szukać odpowiedzi na pytania...... odnaleźć swoją wiarę....... co poszło nie tak? cóż, gdybym znał jednoznaczną odpowiedź nie musiałbym zadawać tego pytania..... może po prostu potrzeba mi więcej czasu i jakiegoś wsparcia..... które być może wciąż dostaję tylko nie potrafię go zobaczyć..... albo jestem zbyt uparty by je zobaczyć......
No i mamy trzeci punkt pracy nad sobą czyli praca nad ciałem..... W planie były najpierw praktyki, potem treningi...... oczywiście moje cholerne szczęście sprawiło, że ostatniego dnia praktyk doznałem dziwnej kontuzji nadgarstka..... Dlaczego dziwnej? Bo według lekarza z moją ręką jest wszystko w porządku.... ani śladu złamania, pęknięcia, zwichnięcia, skręcenia, stłuczenia i czegokolwiek co się nadgarstkowi przydarzyć może...... Dlaczego więc już drugi tydzień boli mnie tak, że nie mogę go zginać, o obciążaniu go nawet nie marząc? Jak widać współczesna medycyna wciąż potrafi mierzyć się z niewyjaśnionymi zagadkami...... Ale na wszystko przyjdzie czas prędzej czy później........
No i finalny punkt, którego cholernie się bałem....... "spędzić wakacje bez zmartwień"...... Perspektywa nie była zbyt zachęcająca...... Ludzie, dla których wstawałem codziennie rano z dnia na dzień po prostu zniknęli z mojego życia na te kilka miesięcy...... Obawa, że tej pustki nie uda mi się wypełnić i myśli z nią związane będą gniotły mnie przez trzy miesiące była na prawdę przerażająca...... Na szczęście los ułożył się tak, że nie miałem zbyt wiele czasu na myślenie o tym czego mi brakuje..... Nie obyło się bez trudnych chwil, a nawet momentów pewnego szaleństwa, ale ostatecznie dusza i myśli odetchnęły z ulgą......
I to właśnie największa zasługa i plus wakacji...... dusza i myśli odetchnęły przez chwilę z ulgą...... może krótką chwilę, ale nawet dla takich chwil warto brnąć przez piekło własnego umysłu.......
Jednak coby skończyć już z tymi dantejskimi scenami na koniec małe wyjaśnienie. Skąd pomimo teoretycznie pozytywnego wydźwięku tego wpisu pojawiła się smutna, niebieska emotka? Koniec wakacji tak jak koniec roku....... Niby fajnie i wiele powodów do radości, ale jeszcze więcej obaw i niepewności..... Jedno mnie pociesza..... Powrót w mury wydziału i widok bliskich mi twarzy i chwile z tymi ludźmi przeżywane..... bo to właśnie to miejsce i te głosy i uśmiechy..... są najcenniejszą rzeczą jaką mam......
-
Mood:
Sadness -
Listening to: Rhapsody of Fire - Magic of a Wizard's Dream
-
Playing: Assassins Creed: Revelations